Jak uwolnić się od dorosłych dzieci?

Rodzina
5/05/2020
Uwolnienie się od dzieci, które dawno przekroczyły trzydziestkę, a wciąż z Wami mieszkają – to jedyny sposób, by dać im wolność. To, że dzieci znikną z Waszego domu nie oznacza, że znikną z Waszego życia. Podpowiemy, jak zrobić to skutecznie i najbardziej bezboleśnie dla każdej ze stron.

Według najnowszych danych statystycznych co trzeci młody Polak jest na garnuszku rodziców. 14% z nich to osoby po trzydziestce. Zamiast wydorośleć, założyć własną rodzinę, wyprowadzić się „na swoje” i usamodzielnić – wolą żyć pod jednym dachem z mamą i tatą. Nawet za cenę konfliktów i braku swobody. Dlaczego? Jak podkreślają psychologowie, w większości ze strachu przed „prawdziwym” życiem, z lenistwa i wygodnictwa, w końcu także dlatego, że wciąż nie czują się wystarczająco dojrzali, by nareszcie przeciąć pępowinę.

„Gniazdownicy”

57-letnia Dorota z Warszawy, mama dwudziestoośmiolatki i cztery lata starszego syna, sposobem w jaki żyją jej własne dzieci jest zdumiona. Córka, mimo skończonych studiów, w żadnej pracy nie zagrzała miejsca na dłużej. Póki co pracuje dorywczo w markecie, ale nie zamierza tam zostać. Syn finansowo radzi sobie całkiem nieźle: niedawno założył z kolegą serwis komputerowy i rozkręca biznes. Córka od urodzenia mieszka z rodzicami pod jednym dachem, syn traktuje dom jak hotel: trochę pomieszkuje u swojej dziewczyny, ale co kilka dni wpada z torbą brudnych rzeczy do prania, czasem zostaje na dzień lub dwa. Po jego wyjściu lodówka zawsze jest pusta. Dorota i jej mąż parę razy sugerowali dzieciom, że już najwyższy czas na usamodzielnienie. Zawsze kończyło się na niczym. Oboje z mężem przyznają, że sytuacja jest dla nich niekomfortowa i coraz bardziej męcząca. Często dochodzi do konfliktów, bo z jednej strony dzieci są dorosłe, więc nie muszą się z niczego tłumaczyć czy wypełniać rodzicielskich poleceń. Z drugiej, wciąż pozostają na utrzymaniu rodziców i żyją na ich koszt.

Konkretnie i konsekwentnie

Powiedzenie swojemu dziecku, że ma wyprowadzić się z domu i samemu sobie radzić jest jednocześnie najtrudniejszym i najłatwiejszym rozwiązaniem opisywanego stanu rzeczy. Jak w takim razie osiągnąć złoty środek? Psychologowie zalecają zachowanie zdrowego umiaru. Nie może on jednak przerodzić się w stagnację, bo niczego nie osiągniemy. Trzeba działać konkretnie i wytrwale. Najlepiej zacząć od wyznaczenia dorosłej latorośli planu, który ułatwi jej wyjście z tej sytuacji. Odcinanie pępowiny powinno być stopniowe. Uzgodnijcie, że dacie sobie np. rok czy półtora. Nie wyznaczaj kolejnych pięciu lub więcej lat, bo z każdym rokiem każdemu z was będzie jeszcze trudniej. W spokojnej rozmowie z dzieckiem podkreśl, że chcesz, aby przez ten czas dokonało konkretnych kroków. Zadeklaruj, że – w miarę możliwości − pomożesz mu stanąć na własnych nogach. Dlaczego działanie etapowe i oparte na jasno sprecyzowanych wymaganiach jest tak ważne? Bo jeśli przejdziesz nad sytuacją do porządku dziennego i stwierdzisz, że syn czy córka nic nie musi, niewiele się zmieni. A przede wszystkim zrobisz krzywdę: nie tylko dziecku, ale i sobie.

Po pomoc do specjalisty
Idealnie, jeśli znajdziemy balans między naszymi oczekiwaniami, a możliwościami dziecka. „− Wspierajmy je, ale nie róbmy tego bezwarunkowo” – mówi Radosław Daczkowski, terapeuta rodzin, psycholog pracujący w jednej z warszawskich poradni. „Jeżeli w całej sytuacji czujemy się niekomfortowo, mamy poczucie, że jesteśmy przez własne dziecko wykorzystywani, zróbmy wszystko, aby to przerwać”. Czasem warto zainwestować w pomoc specjalisty: psychologa, który pomoże przezwyciężyć najtrudniejsze chwile i przejdzie razem z nami cały proces.